Aktualności

Włodarczyk i Małachowski w drodze do USA

13-02-2017

5 rano, stanowisko odpraw Lufthansy na warszawskim lotnisku im. Fryderyka Chopina. A przy nim mistrzyni olimpijska w rzucie młotem - Anita Włodarczyk i jej trener Krzysztof Kaliszewski. Tak zaczyna się ich podróż do Stanów Zjednoczonych na zgrupowanie.

 



- W sumie w podróży będziemy 20 godzin, a w San Diego wylądujemy około 18-stej w poniedziałkowe popołudnie - mówi Anita. Pierwszy lot ma do Frankfurtu, stamtąd do San Francisco i wreszcie do San Diego, oddalonego o 10 mil od Chula Visty.  - Śmieję się, że lecę do mojego trzeciego domu, bo już po raz ósmy wybieramy się do Chula Visty. To jest ośrodek przygotowań olimpijskich dla Amerykanów. Mój organizm już się chyba przyzwyczaił do tego miejsca i co roku, gdy nadchodzi luty Kalifornia jest dla mnie naturalnym kierunkiem. Aż się boję, co będzie kiedy skończę karierę. Gdzie wtedy wyruszę w lutym? - śmieje się nasza mistrzyni.
Dlaczego Anita Włodarczyk wybrała na miejsce tego ważnego zgrupowania właśnie amerykański ośrodek przygotowań olimpijskich? - Tam mamy znakomite warunki do treningu, spokój, atmosfera jest fajna. Człowiek jest cały czas zmotywowany. Przyzwyczaiłam się do tego i nie zmienię Chula Visty na inne miejsce. Przede mną najcięższy okres, dwumiesięczne zgrupowanie, oddamy tam dużo rzutów, będzie mocny trening siłowy. Jeśli intensywnie przepracuję przygotowania aż do kwietnia, to będzie efekt w sezonie letnim. Na razie przez dwa miesiące każdy mój dzień będzie wyglądał tak samo: spanie, jedzenie, treningi. Tylko niedziele będziemy mieć wolne. Ale nie planujemy żadnych podróży. Kilka lat temu, przy pierwszym pobycie w Kalifornii wybraliśmy się do Meksyku. To była moja pierwsza i ostatnia wizyta w tym kraju. Nie czułam się bezpiecznie. Ale zawsze fajnie jest podjechać do San Diego. To sympatyczne, kameralne miasto.


Anita i jej trener, Krzysztof Kaliszewski zostaną w Stanach Zjednoczonych dwa miesiące, czyli do 13 kwietnia. - Najbardziej będzie mi brakować rodziców i przyjaciół. Całe szczęście, że jest internet i można się kontaktować. Ostatnio znajomi się śmiali, że przyjechałam z Afryki tylko podlać kwiatki i znów wyjeżdżam - kontynuuje Anita. I przyznaje, że nie może się już doczekać sprawdzianów, które będzie miała na zgrupowaniu w Chula Viście. - Zawsze stawiam sobie taki cel: rzucić dalej niż rok wcześniej na zgrupowaniu. Przed rokiem w USA miałam chyba 78 metrów. Teraz przydałoby się to poprawić - mówi mistrzyni olimpijska. A jej trener dodaje: - W Stanach Anita będzie wykonywała około 200 rzutów tygodniowo. Spędzimy tam 8 tygodni, więc łatwo obliczyć, że czeka ją jakieś 1600 rzutów. Oprócz tego, będzie rzucała ciężarkiem drugie tyle, albo i więcej. Praca przed nami ciężka, musimy naładować akumulatory przed sezonem.  Ten obóz jest kluczowy, będą większe obciążenia na siłowni, intensywność rzutów. Anita dostanie mocno w kość. Proszę trzymać kciuki, żeby wszystko się udało - mówi Krzysztof Kaliszewski. Również on nie planuje żadnych "ponadobowiązkowych" zajęć w trakcie pobytu w Kalifornii, ale nie ukrywa, że chętnie spotkałby na miejscu pewnego wybitnego polskiego sportowca: - Jeśli Marcin Gortat będzie grał z Washington Wizards w Los Angeles, to postaramy się z nim spotkać. Ale zobaczymy, jak wszystko się ułoży. Najważniejsza jest praca - kończy szkoleniowiec.


Razem z Anitą i jej trenerem do Chula Visty udał się też wicemistrz olimpijski w rzucie dyskiem, Piotr Małachowski.


rav

Copyright 2006-2010 by Polski Związek Lekkiej Atletyki
Wszelkie prawa zastrzeżone

strony internetowe Bielsko