Aktualności

Nieco historii czyli 40 lat od Katowic do Sopotu

16-01-2014

W 2014 roku mija dokładnie 40 lat od momentu kiedy halowa lekkoatletyka w Polsce pierwszy raz zagościła do dużej hali sportowo-widowiskowej.

 

Już za dwa miesiące w Ergo Arenie, na granicy Gdańska i Sopotu, najlepsi lekkoatleci globu rywalizować będą w 15. IAAF Halowych Mistrzostwach Świata. Pierwszy raz w historii światowej Królowej Sportu największe gwiazdy naszej dyscypliny przybędą do Polski. Na niespełna 60 dni przed mistrzostwami możemy być pewni przede wszystkim tego, że w Sopocie nie zabraknie największych sportowych emocji, które na długo pozostaną w pamięci sportowców, trenerów, działaczy i oczywiście kibiców lekkoatletyki.

Jednak zanim zaczniemy pasjonować się rywalizacją w Sopocie warto spojrzeć nieco wstecz. Historia polskiej halowej lekkoatletyki jest niezwykle bogata o czym świadczyć może ponad 160 medali halowych mistrzostw Europy czy fakt, że Polska była jednym z pierwszych krajów, które zorganizowały mistrzostwa kraju w hali. My jednak spojrzymy teraz wstecz o 40 lat gdy Polska pierwszy raz – i jak do tej pory jedyny – zorganizowała duże zawody lekkoatletyczne w wielkiej hali sportowo-widowiskowej.

Możliwość zorganizowania halowych zawodów lekkoatletycznych w dużym obiekcie wymaga przede wszystkim posiadania takowego. Po ponad 5 latach budowy, w 1971 roku, ostatecznie ukończono budowę obiektu, który mógł organizować największe lekkoatletyczne widowiska. W Katowicach, 9 maja 1971 roku, dokonano uroczystego otwarcia Hali Widowiskowo-Sportowej „Spodek”. Ówczesne władze chętnie wykorzystywały ten obiekt do organizacji imprez. W latach 70-tych gościł m.in. pamiętne mistrzostwa świata elity w hokeju na lodzie, podczas których niespodziewanie Polska pokonała ZSRR. Obiekt postanowiono wykorzystać także jako halę lekkoatletyczną…

W 1973 po ponad 15 latach do kalendarza lekkoatletycznego, w związku z coraz popularniejszymi zawodami halowymi, w tym rozgrywanymi od połowy lat 60-tych halowymi mistrzostwami naszego kontynentu, wróciły mistrzostwa Polski w hali. Warto nadmienić, że Komisja Statystyczna PZLA ogólnopolskie zawody halowe organizowane w Poznaniu i Warszawie wlicza do numeracji mistrzostw kraju. W dniach 23 i 24 lutego w Zabrzu (biegi na 60 metrów i 60 metrów przez płotki) oraz w Warszawie (pozostałe konkurencje) odbyły się halowe mistrzostwa Polski. Podczas zawodów na Śląsku Grażyna Rabsztyn czasem 8.06 poprawiła halowy rekord świata.

Także w 1973 roku w Warszawie odbył się 3. Kongres European Athletics Association. Pierwszy raz w historii Polska była gospodarzem takiego wydarzenia. Od 31 października do 3 listopada w Pałacu Kultury i Nauki oraz budynku Hotelu Europejskiego odbył się kongres, spotkanie Rady EAA oraz coroczna konferencja kalendarzowa. Stolica Polski gościła wówczas 108 delegatów z 26 krajów. Wśród przybyłych do Warszawy byli m.in. ówczesny dyrektor biura IAAF John Holt oraz prezydent EAA Adrian Paulen. Wśród szeregu decyzji podjętych podczas spotkania znalazły się również te dotyczące hali w Katowicach. W 1975 roku zaplanowano w niej organizację 6. Halowych Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce. W Warszawie zadecydowano, że mistrzostwa powinny odbyć się 8 i 9 marca – zastrzeżono wówczas, że termin może ulec zmianie w zależności od układu międzynarodowego kalendarza lekkoatletycznego. Delegatem na te zawody wyznaczono sędziego z NRD p. Georga Wiecziska. Podjęto także decyzję, że w programie katowickich zawodów zabraknie biegów rozstawnych 4 x 4 okrążenia – bieg ten zastąpiła ostatecznie sztafeta 4 x 2 okrążenia.  

Rok później w katowickim Spodku odbyły się lekkoatletyczne halowe mistrzostwa Polski. Jak donosiła „Lekkoatletyka” w artykule poświęconym tej imprezie „kierownictwo hali podjęło męską decyzję, kiedy Polska wystąpiła o przyznanie Katowicom organizacji Halowych Mistrzostw Europy 1975. Zdając sobie sprawę z rozlicznych trudności technicznych, pociągających za sobą niebagatelne koszty, zdecydowano się na taką przeróbkę płyty hali, aby pomieściła ona konieczne urządzenia lekkoatletyczne”. Prace w Spodku trwały blisko rok.

- Halowe mistrzostwa Polski w 1974 roku wywołały duże zainteresowanie wśród zawodników, bowiem rozgrywane były w niezwykle pięknej hali w Katowicach. Prace i przygotowania do tej imprezy trwały ponad rok z uwagi na konieczność dostosowania obiektu do rozgrywania zawodów lekkoatletycznych.– wspomina były trójskoczek Andrzej Lasocki.

Największa ówczesna hala sportowo-widowiskowa w Polsce przyjęła lekkoatletów dokładnie 22 i 23 lutego. Zawody z trybun obserwowało kilka tysięcy kibiców, a na zielono-czerwonej bieżni tartanowej zawodnicy rywalizowali w 19 konkurencjach. Impreza miała obsadę międzynarodową – na mistrzostwach Polski startowali wówczas także zawodnicy zagraniczni (podobnie jak podczas kilku edycji letnich mistrzostw kraju). Przebudowany na mistrzostwa katowicki Spodek zrobił ogromne wrażenie, jak donosiła ówczesna prasa, na sportowcach oraz na wspomnianym już Geogru Wieczisku. Niemiec stwierdził wówczas, że halowe mistrzostwa Europy dotychczas nie gościły jeszcze w tak wspanialej hali.

Złote medale podczas mistrzostw Polski w 1974 roku wywalczyli m.in. Zenon Nowosz, Irena Szewińska czy Michał Joachimowski. Ten ostatni wygrał konkurs trójskoczków, broniąc złota zdobytego rok wcześniej.

- Poziom poszczególnych konkurencji był nierówny, ale trójskok stał na bardzo wysokim poziomie. Cztery wyniki ponad 16 metrów: Michał Joachimowski 16.73, Ryszard Garnys 16.40, Andrzej Lasocki 16.18, Adam Adamek 16.04. Joachimowski i Garnys uzyskali minima na halowe mistrzostwa Europy, które wynosiło 16.20. Przygotowania trójskoczków do mistrzostw Polski były bardzo intensywne, mieliśmy w planach start trzech Polaków w halowych mistrzostwach Europy. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że była taka realna szansa, ale zarówno Adam Adamek jak i ja zbyt późno zrezygnowaliśmy z treningu ogólnego (przygotowawczego) na korzyść treningu technicznego, stad do minimum zabrakło odpowiednio Adamowi 16, a mnie 2 centymetry. – opowiada brązowy medalista z 1974 roku Andrzej Lasocki.

Niejako przepowiednią świetnego startu polskich tyczkarzy w mistrzostwach Europy w Spodku były już mistrzostwa Polski przeprowadzone w Katowicach rok wcześniej.

- Dobre wyniki uzyskali tyczkarze, czterech pokonało wysokość 5 metrów, a przecież nie startowali kontuzjowani Władysław Kozakiewicz i Paweł Iwiński. Czterech zawodników w skoku w dal skoczyło ponad 7.60, a Stanisław Szudrowicz z wynikiem 7.51 był dopiero piąty. Wypadek skoczka wzwyż Leszka Kałka, który wylądował poza zeskokiem na plecy, zdeprymował innych zawodników. – wspomina dalej katowickie mistrzostwa Polski z 1974 roku Andrzej Lasocki.

Miłym akcentem mistrzostw kraju była uroczystość pożegnania przez PZLA i kibiców grupy lekkoatletów kończących kariery sportowe. Za wiele lat dostarczania wielkich sportowych emocji podziękowano rekordziście świata w trójskoku Józefowi Szmidtowi, czwartemu sprinterowi igrzysk w Tokio Wiesławowi Maniakowi, członkowi srebrnej sztafety 4 x 400 metrów z mistrzostw Europy w Helsinkach Waldemarowi Koryckiemu, skoczowi w dal Janowi Kobuszewskiemu, skoczkowi wzwyż Wojciechowi Gołębiowskiemu, mistrzyni Europy w skoku w dal z Aten Mirosławie Sarnie oraz znamienitym płotkarkom Danucie Straszyńskiej oraz Halinie Krzyżańskiej.

 Katowicki Spodek podczas Halowych Mistrzostw Polski 1973 (foto z archiwum Lekkoatletyki)

Nasi zawodnicy dobrą dyspozycję z katowickiego Spodka potwierdzili 9 i 10 marca 1974 roku w Göteborgu na 5. Halowych Mistrzostwach Europy. „Lekkoatletyka” donosiła wówczas o wielkim i raczej niespodziewanym sukcesie. Reprezentacja Polski wygrała w Szwecji klasyfikację medalową (4-2-2), a w klasyfikacji punktowej z 60,5 pkt. Zajęła wysokie trzecie miejsce ustępując jedynie potęgom ZSRR i NRD. Złote medale w hali Scandinavium zdobyli dla Polski Henryk Szordykowski w biegu na 1500 metrów, Tadeusz Ślusarski w skoku o tyczce, Elżbieta Katolik w biegu na 800 metrów oraz Michał Joachimowski, który w trójskoku złoto okrasił dodatkowo halowym rekordem świata skacząc jako pierwszy w historii pod dachem ponad 17 metrów (17.03 w trzeciej kolejce seria 14.46-15.63-17.03-16.60-14.75). Warto dodać, że PZLA planował do Szwecji wysłać 30 zawodników, a ostatecznie ekipę zmniejszono do 21 osób. Mniejsza ekipa, jak donosiła „Lekkoatletyka”, zaskoczyła swoją postawą fachowców z całej Europy.

- Polska ekipa na halowych mistrzostwach Europy w Göteborgu liczyła 21 osób. Michał Joachimowski podobnie jak i Ryszard Garnys pokazali się z jak najlepszej strony. Joachimowski zdobył złoty medal, a wynik 17.03 był nowym rekordem świata. Ten wynik Michał ustanowił w trzeciej kolejce, do momentu jego uzyskania Joachimowski znajdował się poza finałową ósemką. Ryszard Garnys również poprawił własny rekord życiowy (16.51) co dało mu czwartą pozycję. Warto przypomnieć, że szósty wynik tych zawodów to rezultat 15.85, siódmy 15.71, a ósmy 15.60. Tak więc szkoda, że trzeciemu zawodnikowi z halowych mistrzostw Polski nie udało się osiągnąć minimum na halowe mistrzostwa Europy. Ale taki jest sport, nie wszystko uda się przewidzieć, zaplanować i zrealizować. Łatwiej jest dokonywać analizę tego co się zrobiło po zaistniałych faktach. – opowiada Andrzej Lasocki, który w mistrzostwach Europy w hali startował raz zajmując w 1972 roku we francuskim Grenoble dziewiąte miejsce z rezultatem 15.86.

Nadmienimy jeszcze, że w 1974 roku oprócz mistrzostw Polski seniorów (23-24 lutego) także halowe mistrzostwa Polski juniorów zorganizowano w Katowicach (2-3 marca).

Rok później Katowice gościły już najważniejsze w swojej historii zawody lekkoatletyczne – 6. Halowe Mistrzostwa Europy. Mistrzostwa, które Zygmunt Głuszek, w pierwszych słowach swojego artykułu poświęconego czempionatowi, na łamach „Lekkoatletyki” określił mianem „wielkiego sukcesu polskiej lekkoatletyki”. Do udziału w zawodach zgłoszono ok. 270 zawodników z 24 europejskich krajów. Mimo obaw – Polska organizowała pierwszy raz tak ważną lekkoatletyczną imprezę – goście z zagranicy o organizacji wypowiadali się w samych superlatywach. W relacjach z Katowic podkreślano piękną architekturę obiektu, bogate wyposażenie oraz doskonałą atmosferę. Mistrzostwa obaliły – wedle ówczesnych mass-mediów – wiele stereotypów. Udowodniono, że w Polsce można zorganizować zawody sportowe na najwyższym poziomie korzystając przy okazji z nowinek technicznych (np. wyprodukowanych przez Elektromontaż tablic elektronicznych). Najważniejsze dla nas są jednak aspekty sportowe – Polacy w Katowicach podczas europejskiego czempionatu nie zawiedli!

Jednakże, aby opowiedzieć w kilku zdaniach o mistrzostwach Europy trzeba najpierw spojrzeć na weekend 22-23 lutego 1975 roku. Wtedy do Katowic zjechali najlepsi polscy lekkoatleci, aby startować w halowych mistrzostwach kraju. Zawody były generalną próbą śląskiego obiektu przed mistrzostwami kontynentu. Jak opisuje „Lekkoatletyka” hala zdała ten egzamin bardzo dobrze.

Michał Joachimowski podczas Halowych Mistrzostw Polski 1975 w Spodku (foto: Janusz Szewiński)

Podobnie jak rok wcześniej, podczas krajowego czempionatu, odbyła się uroczystość pożegnania czołowych zawodników i zawodniczek. Z lekkoatletycznymi arenami rozstali się Danuta Sobieska-Wierzbowska, Urszula Styranka, Tadeusz Cuch, Gerard Gramse, Kazimierz Podolak oraz Edward Czernik.

W katowickiej hali podczas mistrzostw Europy dwukrotnie zabrzmiał Mazurek Dąbrowskiego. Na najwyższym stopniu podium stawali płotkarze: Grażyna Rabsztyn i Leszek Wodzyński.

Grażyna Rabsztyn, mająca na koncie halowy rekord świata, nie dała szans na dystansie 60 metrów przez płotki Niemce Annelie Ehrhardt. Już w półfinale Polka uzyskała czas 8.06 – o 0.10 lepszy od biegnącej w drugim biegu zawodniczki z NRD. W finale Rabsztyn uzyskała 8.05, a Ehrhardt 8.12. Czas Polki plasował ją na drugim miejsce w tabelach all-time. Nie można pominąć faktu, że w połowie maja 1974 roku podczas zgrupowania w jugosłowiańskim Splicie Grażyna Rabsztyn odniosła kontuzję lewej nogi, z którą borykała się przez cały sezon. Konsultacje z docentem Sowińskim wykazały, pod koniec września 1974, że zawodniczka ma mięśniaka. Operacja, a następnie długa jesienna rehabilitacja i powrót do poważnych treningów dopiero 10 stycznia 1975 roku nie zakłóciły możliwości zdobycia w marcu w Spodku złotego medalu. 

Leszek Wodzyński, który kilka miesięcy przed katowickimi mistrzostwami stał wraz ze swym bratem Mirosławem na podium mistrzostw Europy w Rzymie, nie był faworytem rywalizacji w Spodku. Lepsze czasy w sezonie halowym od podopiecznego Andrzeja Radiuka notował m.in. Frank Siebeck z NRD. W biegu półfinałowym doszło pierwszy raz w Katowicach do pojedynku Leszek Wodzyński – Frank Siebeck. Wtedy lepszy okazał się Niemiec ale już w finałowym biegu starszy z braci Wodzyńskich wykazał wolę zwycięstwa oraz wielkie opanowanie i wygrał z czasem 7.69 – identycznym jaki na mecie uzyskał Siebeck. Drugi z braci – Mirosław – z rezultatem 7.85 był w finale piąty.

Trójka naszych tyczkarzy zajęła miejsca 2, 3 i 4. Na podium po konkursie, który na łamach „Lekkoatletyki” został okrzyknięty jednym z najwspanialszych pojedynków w historii tej konkurencji, stanęli Wojciech Buciarski (srebro – 5.30) i Władysław Kozakiewicz (brąz – 5.30). Tuż za podium, na czwartym miejscu z wynikiem identycznym jak medaliści, rywalizację zakończył Bogdan Markowski. Sukces tyczkarzy przełożył się także na sukces organizacyjny mityngu przygotowanego po mistrzostwach Europy w Warszawie. PZLA i Telewizja Polska zaprosiły do warszawskiej Hali Gwardii gwiazdy skoku o tyczce i estrady organizując zawody „Skok o tyczce i piosenka”.

Logo Halowych Mistrzostw Europy 1975 (foto z archiwum Lekkoatletyki)

Kolejne dwa srebrne medale były zasługą zespołu sztafetowego 4 x 2 okrążenia (Wiesław Puchalski, Roman Siedlecki, Jerzy Włodarczyk, Wojciech Romanowski) oraz trójskoczka Michała Joachimowskiego., który w finale musiał uznać wyższość legendy tej konkurencji Wiktora Saniejewa ze Związku Radzieckiego. Drugim Polakiem w wąskim finale był Eugeniusz Biskupski (6. miejsce). Po piątej kolejce skoków na prowadzenie z wynikiem 16.90 wyszedł Joachimowski jednak mistrz olimpijski z Monachium i Meksyku nie odpuścił skacząc w szóstej próbie aż 17.01! Szanse na medal miał także szósty Eugeniusz Biskupski, który podobnie jak Grażyna Rabsztyn w sezonie 1974 zmagał się z kontuzją (nabawił się jej jesienią1973 podczas treningu). Jak przyznał w wywiadzie udzielonym „Lekkoatletyce” gdyby konkurs trwał nieco więcej niż 6 kolejek można byłoby liczyć na znacznie lepszy rezultat.

W finale sprintu na 60 metrów na starcie duet świetnych sprinterów – Zenon Licznerski i Marian Woronin. Nasi biegacze dobrze zaprezentowali się już w biegach eliminacyjnych oraz półfinałowych (na tym etapie odpadł trzeci z Polaków Jan Alończyk). Halowym mistrzem Europy został Wałerij Borzow ze Związku Radzieckiego – złoto z Katowic było kolejnym trofeum w przebogatej kolekcji tego wybitnego sprintera. Na mecie trzeci – z wynikiem 6.74 – zameldował się Licznerski.

W trzeciej kolejce skoku w dal zaatakował Zbigniew Beta i dzięki skokowi na 7.82 zapewnił sobie brązowy medal.

Podobnie jak wśród mężczyzn także w biegu na 60 metrów kobiet Polska zdobyła brązowy medal. Irena Szewińska po bezproblemowym przebrnięciu przez eliminacje i półfinał wywalczyła medal z czasem 7.26 ulegając na mecie jedynie Andrei Lynch (7.17) oraz Monice Mayer (7.24).

Kolejny brązowy medal wywalczyły panie ze sztafety 4 x 2 okrążenia. Zofia Zwolińska, Genowefa Nowaczyk, Krystyna Kacperczyk i Danuta Piecyk z czasem 2:49.5 przegrały jedynie z ekipami ZSRR i RFN.

Ostatecznie z dorobkiem dwóch złotych, trzech srebrnych i pięciu brązowych medali Polska zajęła w klasyfikacji mistrzostw Europy piąte miejsce. W tabeli punktowej Polska (69 pkt.) uplasowała się tuż za ZSRR (113 pkt) i przed NRD (56 pkt.). Na ostateczny wynik nasze ekipy złożyły się także m.in. czwarte lokaty Elżbiety Katolik na dystansie 800 metrów (2:08.3) czy Józefa Laskowskiego w biegu na 400 metrów (49.72). 

Podczas sopockich 15. Halowych Mistrzostw Świata będziemy mocno ściskać kciuki za naszych 800 metrowców. Adam Kszczot to podwójny halowy mistrz kontynentu, Marcin Lewandowski w 2010 roku zdobył złoto w Barcelonie, a prestiżowy portal all-athletics.com uznał go najlepszym średniodystansowcem w Europie w 2013 roku. Bieg na 800 metrów w hali wymaga od zawodnika bardzo dużej koncentracji oraz dobrego taktycznego rozegrania dystansu. Do finału biegu na 800 metrów podczas 6. Halowych Mistrzostw Europy w Katowicach awansował jeden z trójki Polaków – Marian Gęsicki. Byłego rekordzistę Polski zapytaliśmy o wspomnienia z finałowego biegu w Spodku.

- Rozpocząłem bieg od prowadzenia, a cała hala skandowała „Marian, Marian”. Po 400 metrach ugięły się pode mną nogi i zawodnicy zaczęli mnie mijać. Ponownie złapałem drugi oddech na ostatnich 200 metrach, ale ataki były nieskuteczne ponieważ byłem zablokowany i nie było miejsca na przejście do przodu i walkę o lepszą lokatę. Na metę przybiegłem nie zmęczony zajmując 5. miejsce. Odczułem niedosyt z tego biegu. Cała piątka zmieściła się w 1 metrze. Brak doświadczenia w specyficznym biegu na hali na dystansie 800 metrów była główną przyczyną zajęcia dopiero 5. miejsce – tak start w mistrzostwach wspomina dla czytelników serwisu Polskiego Związku Lekkiej Atletyki olimpijczyk z Montrealu Marian Gęsicki, który dodaje także, że w Katowicach był bardzo dobrze przygotowany czego potwierdzeniem był rekord Polski, który ustanowił 4 miesiące później w Oslo (1:45.4)

Warto także przypomnieć kwestie techniczne związane z budową bieżni w Katowicach. Każdorazowe montowanie podwyższonej podłogi (o ok. 2 metry względem podłoża) oraz wykładanie jej tartanem pociągało za sobą nie tylko duże koszty finansowo ale również blokowało organizowana w hali innych imprez niż lekkoatletyczne. Zastanawiano się co stanie się z bieżnią po mistrzostwach Europy z 1975 roku. Ostatecznie po halowych mistrzostwach Europy bieżnia została zdemontowana. Sugerowano, aby wykorzystać ją np. w Bydgoszczy czy Gdańsku aby uniknąć konieczności dalekich podróży do Warszawy lub Zabrza na zawody. Trzeba bowiem przypomnieć, że w tym samym czasie właśnie w Zabrzu oddano halę z okólną bieżnią (bez pochyłych wiraży) – w obiekcie tym przez kolejne lata zorganizowano szereg mityngów oraz kilka edycji halowych mistrzostw Polski. Ostatecznie bieżnię wykorzystywaną w Katowicach rozebrano, a jej drewniane elementy jeszcze kilka lat temu można było odnaleźć przy jednej ze szkół na warszawskim Ursynowie.

Na szczęście sopocka bieżnia będzie wykorzystywana jeszcze przez wiele lat. Nadmorskie miasto kupiło ją wspólnie z Toruniem, w którym powstaje hala ze stałą bieżnią. To właśnie w nowoczesnym obiekcie powstającym w bliskim sąsiedztwie stadionu im. Grzegorza Duneckiego zamontowana będzie nawierzchnia wykorzystywana w Ergo Arenie w Sopocie.

Maciej Jałoszyński

Autor za pomoc przy pracy nad artykułem dziękuje Tomaszowi Kasjaniukowi i Krzysztofowi Glince.

Copyright 2006-2010 by Polski Związek Lekkiej Atletyki
Wszelkie prawa zastrzeżone

strony internetowe Bielsko