3 lutego w Ostrawie zawodnik klubu AZS-AWF Katowice, wychowanek MKS MOSM Bytom, czasem 1:44.07 aż o pół sekundy poprawił halowy rekord Polski w biegu na 800 metrów, który należał od 2012 roku do Adama Kszczota. – Dla mnie to ogromny zaszczyt poprawić wynik takiego zawodnika. Wydaje mi się to wręcz absurdalne, bo wiadomo, że do jego poziomu jeszcze dużo mi brakuje – przyznaje Maciej Wyderka.
Trenowany od początku kariery przez Janusza Szczyrka Maciej Wyderka ma na koncie między innymi złoty i srebrny medal uniwersjady (2023, 2025). Reprezentował Polskę na igrzyskach w Paryżu, startował także na mistrzostwach Europy w Rzymie i globalnym czempionacie w Tokio. Podczas rozegranego 3 lutego 2026 roku w Ostrawie mityngu Czech Indoor Gala (World Athletics Indoor Tour Gold) zajął drugie miejsce, a czasem 1:44.07 wymazał należący od 2012 roku do Adama Kszczota i wynoszący 1:44.57 halowy rekord Polski w biegu na 800 metrów.
Domyślasz się, z którego roku w bazie PZLA znajduje się pierwszy odnotowany wynik Adama Kszczota?
Szczerze? Nie mam pojęcia! Będę strzelał – 1998?
Troszkę później. To był rok 2004, a Ty jesteś rocznik 2002!
To trochę Adama postarzyłem. Mam nadzieję, że się nie obrazi.
Z pewnością się nie obrazi. Natomiast to jest fantastyczne w tej Twojej historii, że urodziłeś się na rok przed rozpoczęciem kariery człowieka, któremu zabrałeś rekord Polski na 800 metrów w hali. Masz jakieś takie pierwsze wspomnienie, jakieś spotkanie albo występ, związany z Adamem Kszczotem?
Jak zaczynałem trenować lekkoatletyką, to oglądałem wszystkie polskie gwiazdy. Od początku zajmowałem się biegami średnimi, więc z pewnością zwracałem uwagę na Adama Kszcozta i Marcina Lewandowskiego. Mam wspomnienia z ich zwycięstw. Fajnie się to oglądało, szczególnie Adama Kszczota. On dysponował zawsze świetną taktyką.
Kilkanaście dni temu w Ostrawie pobiegłeś szybciej od rekordu Polski Adama Kszczota. Jakie to jest uczucie, wymazać z tabel taki wynik? Zająć w takich statystycznych zestawieniach miejsce legendy polskich 800 metrów?
Ogromny zaszczyt. Trochę to do mnie jeszcze nie dociera. Kiedyś to wydawało się wręcz absurdalne, że będę mógł czegoś takiego dokonać. Wiadomo, że jeszcze brakuje mi do poziomu Adama bardzo dużo. Natomiast cieszę się, że mogę biegać szybciej niż on i budować nową historię w polskiej lekkoatletyce.
Tę historię budujesz od lat w Bytomiu z trenerem Januszem Szczyrkiem. I nie jesteś jedynym zawodnikiem tego szkoleniowca, który ostatnio szybko biega na 800 metrów. Myślę przede wszystkim o Łukaszu Zaczyku. On jest jeszcze juniorem, ale świetnie pomógł Ci nabiegać rekord Polski, będąc pacemakerem w Ostrawie. Nakręcacie się wzajemnie, pracując razem na treningach?
Zdecydowanie tak! Zresztą jest trochę tak, że ja gdzieś tam wyznaczam szlak Łukaszowi. Trener Szczyrk jest doświadczonym szkoleniowcem, ale jestem jego pierwszym zawodnikiem na takim poziomie. Łukasz ma dużą motywację, bardziej ukierunkowany pod 800 metrów plan treningowy. Jestem też dla niego wzorem, słucha moich rad, doświadczeń. Ma za sobą porządne wejście w to poważne bieganie. Ja w jego wieku mogłem tylko marzyć, żeby osiągać takie wyniki. Byłem ze 3 sekundy wolniejszy od niego.
Wróćmy jeszcze do Ostrawy, tego rekordowego biegu. Łukasz nadawał Ci w nim tempo. Czy planowaliście to dużo wcześniej? Czułeś, że tam może paść rekord Polski?
W zasadzie to już dwa tygodnie wcześniej wiedziałem, że Łukasz będzie w Ostrawie zającem. Gdy się o tym dowiedziałem, zdecydowałem od początku, że będę biegł za nim. Lubię tak biegać. Wtedy mam najwięcej przestrzeni, mogę się najbardziej rozpędzić i gonić za tymi fajnymi wynikami. Znam Łukasza, wiem, jak się za nim biega, znam halę w Ostrawie. Często w niej trenuję. Zatem ten bieg był planowany, ale rekord Polski? Bardziej chciałem odzyskać prowadzenie w tabelach krajowych. To oczywiście było równoznaczne z tym, że może paść historyczny wynik. Natomiast, że uzyskam rekord Polski i poprawię dotychczasowy aż o pół sekundy, to się nie spodziewałem.
Po Ostrawie przyszedł niedzielny bieg w Dortmundzie. W Niemczech wygrałeś, ale to był zupełnie inny start. Triumf wyrwałeś sobie dopiero na finiszu.
W Dortmundzie miałem zupełnie inną taktykę. Trzeba też zbierać trochę tego turniejowego biegania, doświadczenia. Niebawem mamy przecież mistrzostwa świata. Ten bieg niedzielny może nie wyszedł do końca tak, jak planowałem. Natomiast to jest też specyfika biegania na hali. Nie było dużo miejsca na manewry, rywale też walczyli. Fajnie, że mogłem pokazać się na tej ostatniej prostej i sprawdzić się w takiej sytuacji. Zebrałem kolejne doświadczenie.
Zbierasz to doświadczenie, które ma zaprocentować podczas marcowych mistrzostw świata w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń. Tam będzie bieganie turniejowe, nie będzie zająca. Kto w Twoim odczuciu będzie tam najgroźniejszym rywalem? Amerykanin Josh Hoey ustanowił w tym sezonie w Bostonie fenomenalny rekord świata 1:42.50.
On będzie najgroźniejszy. Mnie do jego poziomu jednak brakuje. Zresztą pobiec w hali 800 metrów w takim czasie jak on to jest kosmos. Jeśli chodzi o rywali, to mocny będzie Belg Crestan, z którym przegrałem w Ostrawie. Dobrze biega Mark English, który jest jak wino – im straszy tym lepszy. Poziom jest mocny, bardzo wyrównany, a w finale czeka tylko sześć miejsc. Specyfika biegu w hali też robi swoje, nie ma tam wiele miejsce. Błędy kosztują bardzo dużo. Można powiedzieć, że na mistrzostwach świata wszyscy będą groźni.
W tym Polacy, bo nie tylko Ty, ale też inni pokazują w tym sezonie moc.
Zdecydowanie! Filip Ostrowski zaczął sezon wybitnie. To mój bardzo dobry kolega z bieżni, ale w rywalizacji nigdy go nie lekceważę. Lubimy rywalizować, to będzie mój główny rywal!
Kibice czekać będą na Wasz start także podczas mistrzostw Polski. To będzie próba generalna przed mistrzostwami świata. Natomiast to właśnie podczas krajowego czempionatu stoczycie taką ostateczną walkę o przepustkę na imprezę sezonu. 800 metrów jest nieprzewidywalne, zawsze ktoś się może tam objawić.
Tak było przed rokiem. Filip Ostrowski miał minimum na halowe mistrzostwa Europy, a finał wszystko pozmieniał. W ostatniej chwili szybki bieg zanotował Patryk Sieradzki, zrobił wskaźnik.
Mówisz dużo o specyfice biegania na 800 metrów w hali. Wiadomo – więcej łuków, ciaśniejszy tor, cztery okrążenia. Tylko Ty dziś masz lepszy rekord życiowy z hali niż ze stadionu. Zatem na co Cię stać w sezonie letnim 2026?
Zeszłego lata zabrakło mi może lepszych biegów, szczęścia. Czułem, że im bliżej do mistrzostw świata w Tokio, to zbliża się też szczyt formy. Wydaje mi się, że idealnie z trenerem się wstrzeliliśmy. Biegało mi się tam najlepiej. Liczyłem, że w Tokio pobiegnę poniżej 1:44.00. Czułem, że jestem na to gotowy. Trafiłem jednak do pierwszego półfinału, najwolniejszego. Nie mogłem pokazać, na co mnie naprawdę było tam stać. To dlatego życiówka z lata jest u mnie na ten moment słabsza niż zimowa.
Niemniej ten występ w Tokio było w Twoim wykonaniu naprawdę dobry.
Z czasu nie mogę być zadowolony, ale pod względem taktycznym zdecydowanie. Natomiast liczyłem, że to jednak będzie taki bieg, w którym uda mi się zrobić fajny wynik.
Kilka dni temu Anna Matuszewicz poprawiła 46-letni halowy rekord Polski w skoku w dal. W tym roku stadionowy rekord kraju na 800 metrów – 1:43.22 Pawła Czapiewskiego – będzie świętował 25-lecie. Ten wynik jest o rok starszy od Ciebie, chyba czas najwyższy, żeby młodzież pokazała siłę i wymazała go z tabel.
Nie lubię deklarować takich rzeczy. To wszystko powinno przychodzić naturalnie. Chciałbym liczyć się na świecie i do tego dążę. Żeby być w gronie najlepszych, trzeba poprawić rekord Polski. Zresztą nie oszukujmy się – on już w tamtych czasach był wynikiem fenomenalnym. Dziś jednak, aby być w światowej czołówce, trzeba biegać jeszcze szybciej.
Maciej Jałoszyński / foto (ilustracyjne): Rafał Oleksiewicz