Menu
1 / 0
Aktualności /

Pia Skrzyszowska: cieszę się, że tak dobrze radzę sobie ze startami pod presją

Pia Skrzyszowska: cieszę się, że tak dobrze radzę sobie ze startami pod presją

Rekord Polski i brązowy medal – znakomity występ Pii Skrzyszowskiej był ozdobą ostatniej sesji lekkoatletycznych halowych mistrzostw świata w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń. – Cieszę się, że tak dobrze radzę sobie ze startami pod presją, a ta przy wypełnionej polskimi kibicami hali była wyjątkowa – przyznaje najlepsza polska płotkarka.

Bieg na 60 metrów przez płotki kobiet był jedynym z ostatnich finałów dwudziestej pierwszej edycji halowych mistrzostw świata. Na starcie stanęło osiem znakomitych lekkoatletek, z których w zasadzie każda mogła postarać się o medal. W tym gronie nie zabrakło Pii Skrzyszowskiej. Stojący na znakomitym poziomie bieg Polka zakończyła trzecia – zdobyła brązowy medal, a czasem 7.73 wyśrubowała rekord Polski.

Jakie emocje ci towarzyszyły w niedzielę Pii Skrzyszowskiej?

Rano miałam dużo stresu. Trybuny były praktycznie pełne. Słychać taką różnicę, jak kibice przyjmowali polskich zawodników. To mnie z rana stresowało, ale popołudniu dodało mi już tej motywacji, aby walczyć o jak najwyższe miejsce. Po przekroczeniu linii mety nie byłam pewna, które miejsce zajęłam. Rzuciłam się na metę wszystkim, czym mogłam. Dzięki temu wywalczyłam ten medal. Potem była radość! Zrobiłam rundę honorową po hali, ona dała mi wielką zadyszkę. Natomiast widziałam wszystkich kibiców, którzy mnie wspierali, moją rodzinę. To było wspaniałe.

Chyba lepiej nie mogłaś sobie wymarzyć tej niedzieli. Medal i rekord Polski u siebie w kraju, przy pełnych trybunach.

Myślę, że to jest piękne zakończenie tego sezonu. Muszę się przyznać, że na mecie nie zorientowała się, że zrobiłam rekord Polski. Cieszyłam się z medalu i dopiero Nadine Visser mi to uświadomiła. Tutaj liczyło się miejsce, ale przy tym medalu rekord kraju to podwójna radość.

Właśnie, jeśli chodzi o rekord Polski, to długo zajęło Ci uporanie się z czasem 7.77 Zofii Bielczyk, a teraz śrubujesz ten wynik co sezon.

Jest progres, o jedną setną. I znowu na najważniejszej imprezie sezonu. Nie dało się tego zrobić lepiej.

Imponujesz ostatnio skutecznością – najlepsze wyniki na imprezach sezonu. Nie inaczej było tym razem.

Czuję, że dobrze sobie radzę pod presją. Natomiast ona przy polskiej publiczności była czymś innym. Cieszę się, że tak to się skończyło i kolejny raz pokazałam, że w najważniejszym momencie daję z siebie wszystko.

Czy natchnął cię wczorajszy sukces Kuby Szymańskiego?

Myślę, że tak! Bardzo dobrze się to oglądało, szalenie cieszy mnie jego sukces. Fenomenalny bieg. Spędziliśmy tutaj obóz przygotowawczy. Po tym jego biegu pomyślałam – ok, Kuba to zrobił, ja też mogę.

Jaka jest tajemnica twojego sukcesu?

Myślę, że to zwykle wynika z tego, że jakieś dwa tygodnie przed docelowym startem dzieje się jakaś katastrofa. Odbijam się od dna i robię coś lepiej. W tym roku był to falstart w Berlinie, którego moim zdaniem nie było. Ale nie chcę do tego wracać. Zostawiam to w tyle. Byłam tym występem podłamana. Jak coś zakłóci mój spokój, to ja dostaję dzięki temu dodatkowego kopa.

Kuba Szymański powiedział, że w ramach odpoczynku po mistrzostwach świata będzie spał ze swoim psem. A jaki ty masz plan na relaks po sukcesie w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń?

Mam w plecaku czekoladę. Bardzo dużą, moją ukochaną. Obiecałam wielu osobom, że się z nimi nią podzielę, ale nie wiem, czy nie zjem jej sama. W Toruniu są moje siostry z psami. Chętnie się z nimi spotkam.

Zatem może wspólny spacer?

Tak, wspólny spacer. Chcę się zobaczyć z moją ciocią, moją mamą. Oni tu przyjechali dla mnie, chciałbym ich przytulić.

Toruń, Maciej Jałoszyński / foto: Paweł Skraba

Powrót do listy

Więcej