W sezonie halowym dwukrotnie poprawiała rekordy Polski – w biegu na 1500 metrów oraz na milę. Teraz przed nią występy letnie, w których chce wreszcie, podczas mistrzostw Europy w Birmingham, wywalczyć medal międzynarodowej imprezy. – W Stanach Zjednoczonych zrozumiałam, że mimo iż czasem nie jest się najlepszym, to trzeba skupić się na tym, aby stawać się lepszym – mówi trenująca na co dzień w Eugene Klaudia Kazimierska.
Pochodząca z Włocławka Klaudia Kazimierska zaczynała przygodę ze sportem od zajęć prowadzonych w ramach programu Lekkoatletyka dla Każdego!. Jako młodziczka, juniorka i juniorka młodsza regularnie zdobywała medale mistrzostw Polski na różnych dystansach. Trenowana w miejscowym klubie Vectra przez Agnieszkę Nowakowską wywalczyła w 2017 roku srebro olimpijskiego festiwalu młodzieży Europy, a rok później brąz mistrzostw Europy U18 w biegu na 1500 metrów. W 2022 roku wyjechała do Eugene, gdzie treningi sportowe łączyła z nauką na University of Oregon. Wyjazd do Stanów Zjednoczonych przełożył się na znakomite osiągnięcia sportowe – finały igrzysk olimpijskich w Paryżu oraz mistrzostw świata w Tokio. W minionym sezonie halowym Polka dwukrotnie poprawiała rekordy Polski, zajęła szóste miejsce w halowych mistrzostwach świata i teraz z optymizmem patrzy na występ w letnich mistrzostwach Europy, podczas których chciałaby stanąć na podium.
Sezon halowy był bardzo interesujący w Twoim wykonaniu. Biłaś rekordy Polski i na finiszu wywalczyłaś szóste miejsce z drugim wynikiem w historii biegu na 1500 metrów w finale mistrzostw świata w Toruniu. Ochłonęłaś już po tym wszystkim, jak to wygląda z perspektywy niemal dwóch miesięcy od zakończenia startów halowych?
Tak naprawdę ochłonęłam już kilka dni po starcie. Gdybym rozpaczała przez dwa miesiące, że nie zdobyłam medalu mistrzostw świata, nie świadczyłoby to dobrze o mnie jako sportowcu. Wiadomo, że było mi trochę przykro. Ambicja była większa. Miałam wrażenie, że stać mnie na bieganie poniżej 4 minut. Robiłam to przecież na stadionie. Trzeba mieć jednak szacunek do dystansu 1500 metrów, a hala to zupełnie inna historia. Może po prostu zrobiłam się zbyt pazerna i chciałam łamać te 4 minuty w każdym starcie.
Sezon halowy zaczęłaś już w połowie stycznia, co jest dość naturalne w USA. To miało wpływ na start w mistrzostwach świata? Wysoką dyspozycję musiałaś utrzymać przez dwa miesiące, co jest jednak nietypowe w układzie kalendarza halowego.
Nie sądzę. Wszystkie starty, jakie miałam do mistrzostw świata były z pełnego treningu. Dopiero przed zawodami w Toruniu zmniejszyliśmy objętość i intensywność. Nie było też tak, że ja nie trafiłam z formą na jakiś moment tego sezonu. Każdy z tych startów był inny. W marcu biegałam zaledwie sekundę wolniej niż w styczniu. W biegach średnich to naprawdę niewiele.
Trzeba oddać, że zaczęłaś starty od poprawienia rekordu Polski na 1500 metrów, a zakończyłaś sezon, uzyskując w finale mistrzostw świata drugi wynik w historii. Świetna klamra. Natomiast to też pokazuje, że w hali można utrzymać wysoką dyspozycję naprawdę przez dłuższy czas, co – umówmy się – nie wszystkim się udaje.
Myślę, że w moim przypadku to kwestia tego, że w poprzednich latach miałam bardzo długie sezony letnie. To wynika trochę ze specyfikacji kalendarza startów w amerykańskich rozgrywkach NCAA. Bywało, że mój sezon zaczynał się w kwietniu i trwał do września. To była nauka, że można tak trenować. Nie można odpuszczać treningu na pojedyncze starty. Zresztą w tej hali było tak, jak mówisz – gdyby nie rekord Polski w Bostonie, to ustanowiłabym go w tym najważniejszym biegu, czyli finale mistrzostw świata. Wykonałam cel, jaki sobie założyłam przed sezonem. Pewnie lepiej bym się czuła, gdybym uzyskała rekord Polski na imprezie docelowej, ale wyśrubowałam go przed Toruniem.
To wszystko działo się w hali, ale przed nami ten kluczowy okres w lekkiej atletyce, czyli sezon letni. Za chwilę pierwszy twój start, 23 maja w Los Angeles. Natomiast chwilę później polscy kibice zobaczą cię w Bydgoszczy na 8. Memoriale Ireny Szewińskiej, skąd przez udasz się na mityngi Diamentowej Ligi w Rzymie i Eugene. Chciałem cię zapytać o dwa punkty z tej listy – Bydgoszcz i Eugene. Dwa starty w twoich dwóch bliskich miejscach. Rodzinne województwo oraz miasto, w którym mieszkasz i trenujesz od kilku lat. Dwa domowe mityngi na dwóch krańcach świata. Jakie to są emocje?
Po pierwsze to wszystko jest dla mnie łatwe logistycznie. Nie jestem zmuszona do lotu do Europy tylko na jeden start. To jest mniej kosztowne także, jeśli chodzi o moją fizyczność, zmęczenie. Lubię startować w Stanach Zjednoczonych. Wiele z moich najlepszych wyników w karierze uzyskiwałam właśnie tutaj. Ma to swoje znaczenie – tutaj trenuję, tutaj mam wsparcie sztabu i ludzi, z którymi pracuję na co dzień. Jeśli chodzi o start w Polsce, to też jest inne podejście. Tych biegów nie ma tak dużo. W tym sezonie faktycznie fajnie się złożyło, że mam dwa starty w Europie obok siebie. Przylecę do Europy na krótko, chcę ten czas dobrze wykorzystać. Szalenie cieszę się na występ w Bydgoszczy. Tutaj będzie miała znaczenie ta emocjonalność. Wystartuję w regionie, w którym zaczynałam przygodę z bieganiem. Doskonale pamiętam, jak na początku moje starty kręciły się wokół Torunia i Bydgoszczy. Większość zawodów wojewódzkich, makroregiony – to wszystko było tutaj. Wracam do miejsc, z których mam bardzo dużo wspomnień. Myślę, że to pomoże. Z nich bije taka dobra energia. W pewien sposób moja sportowa historia zatacza koło. Wracam do miejsc, gdzie to wszystko się zaczynało i z których uciekłam daleko do Stanów Zjednoczonych, aby wznieść się na ten poziom, który obecnie reprezentuję.
Imprezą docelową w tym sezonie będą dla lekkoatletów mistrzostwa Europy w Birmingham. Nie będzie zawodniczek z Afryki, a w Toruniu byłaś na 1500 metrów trzecią najszybszą Europejką. To rozbudza apetyty kibiców i pewnie też twoje, przed sierpniowym czempionatem kontynentu?
Tak! Chciałam zacząć zdobywanie tych poważnych medali w Toruniu, na imprezie światowej, ale to się nie udało. Wierzę, że arena europejska będzie tym miejscem, gdzie ten medal mogę zdobyć. Nie będę ukrywała, że to jest już trochę frustrujące. Generalnie nie zdobywałam medali nawet w imprezach młodzieżowych. Mam tylko krążek z mistrzostw Europy do lat 18, ale wywalczyłam go przecież 8 lat temu! Myślę, że to też powoduje pewien rodzaj frustracji. Nie mogłam wskoczyć na podium w juniorach, młodzieżowcach. Ciągle w finałach byłam czwarta, piąta czy siódma. Teraz w Toruniu zajęłam szóste miejsce. Mam nadzieję, że to właśnie Birmingham będzie tym miejscem, zwłaszcza że jestem już obiegana na dużych imprezach z czołowymi zawodniczkami, gdzie ten medal zdobędę.
Wspominałaś, że fajnie jest wracać do regionu, w którym zaczynałaś przygodę z lekkoatletyką. Ty te pierwsze kroki robiłaś w zajęciach programu Lekkoatletyka dla każdego!. Teraz jako finalistka igrzysk i mistrzostw świata jesteś swoistą ambasadorką tego projektu.
Ten program jest znakomity pod względem rozwoju ogólnego. Zyskałam w nim wiedzę dotyczącą skoordynowania swojego ciała. Natomiast naturalne jest to, że Lekkoatletyka dla Każdego! nie ma na celu wyspecjalizowania zawodników. Ona ma dostarczyć różnych możliwości, dać zawodnikowi wskazówkę co może robić w tym sporcie. Jaka ścieżka będzie dla niego najlepsza. Jest wiele możliwości – możesz biegać na hali, możesz spróbować przełajów albo rzutów. Dodatkowo to wszystko uczy też tego, co przydaje się poza sportem. Wytrwałość, upartość, punktualność, dyscyplina – to są cechy, które w dorosłym świecie są bardzo cenne.
W Polsce mamy Lekkoatletykę dla Każdego!, o której rozmawialiśmy. A jak wygląda selekcja tych najmłodszych dzieciaków w Stanach Zjednoczonych? Mieszkasz w Eugene, czyli bardzo lekkoatletycznym mieście – dużo dzieci garnie się tutaj do uprawiania naszej dyscypliny sportu?
Na każdym etapie sport w USA obecny jest przy edukacji. Już od szkół, które w Polsce nazywane są podstawowymi, dzieciaki trenują sport. Dowolny! Tak naprawdę nie ma tutaj typowych lekcji wychowania fizycznego. Nauczyciele, a w zasadzie trenerzy są odpowiedzialni za poszczególne sporty. Wybiera się jaki sport chce się uprawiać – czy to jest koszykówka, czy lekkoatletyka. Natomiast jeśli dziecko zapisze się na koszykówkę, to gra w nią przez rok w drużynie szkolnej. Potem w kolejnym roku mogą iść na lekkoatletykę. Cały sport bazuje na szkołach, a nie klubach sportowych. Natomiast mimo tego, że wszystko jest bardzo wyspecjalizowane, to można próbować różnych sportów.
Wspominałaś chwilę temu, że już w Stanach Zjednoczonych musiałaś mierzyć się z bardzo długimi sezonami. NCAA to starty wiosenne, potem sezon reprezentacyjny. Są też z pewnością kwestie rozłąki, sfera taka psychologiczna. Nie zmienia to faktu, że regularnie grono młodych ludzi korzysta z oferty amerykańskich szkół i wyjeżdża z Polski do USA, aby kontynuować kariery za oceanem. Co byś poradziła tym młodym ludziom?
Dla mnie, jako dziewczyny z Polski, która wygrywała w kraju w zasadzie wszystko, co było do wygrania, największym szokiem był ten poziom sportowy, jaki jest tutaj. To było zupełnie nowe doznanie. Nigdy nie byłam tutaj najlepsza, nie wygrałam nic na mistrzostwach NCAA. Ważne jest to, żeby zrozumieć, że mimo iż nie jest się najlepszym, to trzeba się skupić na tym, aby stawać się lepszym. Z pewnością trudnym wyzwanie były też te długie sezony. Startujesz non stop, startami dochodzisz do dyspozycji. Trzeba zrozumieć, że nie zawsze wtedy jest się w najwyższej dyspozycji. W sezonie olimpijskim w maju biegałam wolno, uzyskiwałam wyniki na poziomie 4:10.00. Gdybym się tym przejmowała, to w czerwcu nie robiłabym takich rezultatów, jakie robiłam, nie byłabym w finale olimpijskim. Także w Stanach trzeba nauczyć się tej wyrozumiałości dla siebie. Ważne jest, żeby trafić na dobrych ludzi, którzy będą chcieli pomóc łączyć naukę i sport. Bo sport nie skończy się na tym akademickim, pod szyldem NCAA. On będzie dalej. Jest wielu zawodników, którzy celują w mistrzostwa akademickie w USA, ja celowałam w imprezę światową. Musiałam podbić dyspozycję po wielu miesiącach startów. Moi trenerzy to wszystko rozumieli, że arena światowa jest ważniejsza, bo zapewni mi przyszłość. Mnie też łatwiej dostać się na takie zawody, bo przed moimi amerykańskimi przyjaciółmi system kwalifikacji stawia dodatkowe wymagania. Im jest po prostu trudniej awansować.
Dwie najszybsze obecnie Polki w biegu na 1500 metrów łączy… matematyka. Ty i Weronika Lizakowska specjalizujecie się w tej dziedzinie nauki. Czy taki ścisły umysł, analityczny sposób myślenia i matematyczne podejście do życia pomaga w szybkim bieganiu?
Pomaga i przeszkadza. Po prostu czasem lepiej mniej wiedzieć niż więcej. Mnie specjalnie nie pomagała ta matematyka. W biegach na 800 i 1500 metrów ten czas ucieka szybko, nie ma czasu na dużo analiz. Jestem do tego przyzwyczajona i pewnie dlatego nie zawojowałam w USA biegów przełajowych, gdzie przy dłuższym dystansie to może już być przydatne. Obojętność analityczna i struktura tego biegu jest zupełnie inna niż na stadionie.
Czas płynie nieubłaganie i za nieco ponad 2 lata mistrzostwa Polski odbędą się w twoim rodzinnym mieście – we Włocławku. Nie możesz się doczekać?
Oczywiście!
One odbędą się w specyficznym momencie – tuż po mistrzostwach Europy w Chorzowie i jednocześnie będą kwalifikacją do igrzysk w Los Angeles.
Po pierwsze to mistrzostwa wracają do Włocławka po 8 latach. Wtedy była pandemia, impreza była przekładana. Nikt tak naprawdę nie wiedział, jak będą ostatecznie wyglądały. Teraz wracają i we Włocławku będzie można podziwiać najlepszych zawodników. Ten termin, o którym wspomniałeś, jest atutem. Wszyscy będą w znakomitej dyspozycji. To będzie też świetna promocja dla miasta. Dla mnie też, bo znowu historia zatoczy koło. W 2020 roku zdobywałam tam pierwszy seniorski medal, a w 2028 liczę na piąty złoty. Byłoby to wyjątkowe przeżycie. Natomiast to impreza przed igrzyskami, do zdobycia będą cenne punkty do rankingu olimpijskiego. To z pewnością wszystkich zmotywuje do startów na najwyższym poziomie.
Na koniec powiedz, czego można życzyć Klaudii Kazimierskiej u progu sezonu 2026.
Zdrowia i szczęścia!
Maciej Jałoszyński / foto (ilustracyjne): Łukasz Szeląg