95 urodziny świętuje dziś jeden z najbardziej znanych polskich biegaczy okresu Wunderteamu, niegdysiejszy rekordzista kraju na dystansie 800 metrów Zbigniew Makomaski – Mahomet.
Uniszki Zawadzkie to niewielka wioska położona na północy województwa mazowieckiego w powiecie mławskim. Przez lata przez jej środek ciągnął sznur samochodów przemieszczających się trasą Gdańsk-Warszawa, czyli popularną krajową siódemką. Dziś ruch tranzytowy poprowadzony jest nowoczesną arterią komunikacyjną, omijającą Uniszki. Te same Uniszki Zawadzkie, które będąc spokojną rolniczą wioską, 11 lipca 1931 roku – 95 lat temu – powitały na świecie nowego mieszkańca – Zbigniewa Makomaskiego, syna nauczycielki i inżyniera agronoma.
Przyszła legenda polskiej lekkiej atletyki wczesne dzieciństwo spędziła na podmławskiej wsi, a w świetle zniszczeń Warszawy – w tym domu rodzinnego – po wojnie trafił do Olsztyna. Tam jako uczeń zetknął się ze sportem. Grał w piłkę nożną, koszykówkę. Lekkoatletyka w jego życiu pojawiła się w roku 1950. Po długich namowach dał się przekonać do wystartowania w biegu na 800 metrów. To było jesienią, a już w kolejnym roku startował regularnie. Został nawet wydelegowany na obóz do Złocieńca, gdzie spotkał między innym trenerów Wacława Gąsowskiego i Jana Mulaka. Legendarny trener odegrał wielką rolę w kształtowaniu kariery Makomaskiego. Mulak pisał dla niego plany treningowe, co ostatecznie sprawiło, że nasz bohater zdecydował się nie biegać na 400 metrów przez płotki, a skoncentrować się na dystansach 400 i 800 metrów. Trzeba jednak oddać, że sukcesy odnosił też na płotkach, wygrał w tej konkurencji rywalizację w meczu przeciwko RRD w roku 1952. Ostatecznie płotki porzucił w 1954 roku, po upadku w trakcie zawodów. Rozwijał karierę, odnosił sukcesy w biegu na 400 metrów i w sztafecie. W 1954 roku był finalistą mistrzostw Europy.
Kłopoty zdrowotne sprawiły, iż musiał poddać się operacji wycięcia migdałków chłonnych. Po niej wrócił na bieżnię i w 1957 roku wygrał bieg na 800 metrów podczas 4. Memoriału Janusza Kusocińskiego z czasem 1:47.9, który jako rekord mityngu przetrwał ponad dekadę. Było to preludium do najbardziej znanego biegu Makomaskiego – Mahometa, bo takie przezwisko przylgnęło do niego w trakcie kariery.
W dniach 1-2 sierpnia na stadionie X-lecia odbywał się najbardziej legendarny mecz w historii polskiej lekkiej atletyki. W drodze z Moskwy do Warszawy przyleciała naszpikowana gwiazdami drużyna Stanów Zjednoczonych. W jej składzie nie brakowało medalistów olimpijskich i rekordzistów świata. Na 800 metrów ekipę USA reprezentował między innymi Tom Courtney – podwójny złoty medalista olimpijski z Melbourne. Bieg na dystansie dwu okrążeń zaplanowano na 2 sierpnia, po pierwszym dniu biało-czerwoni tracili 10 oczek do Amerykanów. Na starcie biegu stanęli: Tadeusz Kaźmierski i Zbigniew Makomaski. Ich rywalami byli Courtney oraz Michael Peake. Ton biegu nadawał – co nie zdziwiło kibiców – zawodnik amerykański Courtney. Na ostatniej prostej za jego plecami czai się Kaźmierski, ale legendarnym finiszem popisze się Makomaski. Wyprzedza rodaka i rywala i wbiega na metę pierwszy ze znakomitym czasem 1:46.7, lepszym od rekordu kraju. Legendarny finisz, który być może nie miałby miejsca, bo kilka dni przed startem Makomaski borykał się z problemami żołądkowymi. Chociaż podczas meczu z USA ustanowiono cztery rekordy Polski, to finisz biegu na 800 metrów stał się legendarny, a postawa na bieżni Zbigniewa Makomaskiego wpisała się złotymi zgłoskami na karty historii polskiego sportu. Niespełna miesiąc później Polak mógł odnieść kolejny sukces – na mistrzostwach Europy w Sztokholmie przez chwilę był brązowym medalistą. Na metę wpadł czwarty z 1:48.0, ale zwycięski Brytyjczyk Rawson został zdyskwalifikowany. Sędziowie po chwili zmienili decyzję i Makomaski pozostał na miejscu tuż za podium. Dwa lata później na igrzyskach w Rzymie odpadł w ćwierćfinale biegu na 800 metrów.
W trakcie kariery Zbigniew Makomaski ustanawiał rekordy kraju w biegach na 400 i 800 oraz w sztafecie 4 x 400 metrów. Medale mistrzostw Polski zdobywał także w rywalizacji na 200 metrów przez płotki. Był też akademickim wicemistrzem świata.
Po zejściu z bieżni wespół ze swym przyjacielem Tomaszem Hopferem – lekkoatletą Wunderteamu, mistrzem Polski, a później cenionym dziennikarzem – zainicjował akcję „szukamy średniaka”. Projekt spopularyzował „Express Wieczorny”, a zawody zorganizowane w jego ramach zgromadziły na stadionie warszawskiej Spójni tysiące młodych osób. Z najlepszymi panowie poprowadzili treningi. Przez lata pracował też za granicą.
Zbigniew Makomaski kończy dziś 95 lat. Legendzie polskiej lekkiej atletyki, członkowi Wunderteamu życzymy wiele zdrowia i pomyślności!
Maciej Jałoszyński / foto: Marek Biczyk