Ze zmiennym szczęściem startowali biało-czerwoni w pierwszej sesji lekkoatletycznych mistrzostw Europy na Alexander Stadium w Birmingham. W finale pchnięcia kulą zameldowali się Szymon Mazur i Konrad Bukowiecki, kwalifikację wywalczył także młociarz Paweł Fajdek. – Finał będzie zupełne innym rozdaniem – zapowiada nasz reprezentant, który w poniedziałkowe południe rzucił 77.35.
W poniedziałkowy poranek na położonym na północ od centrum Birmingham Alexander Stadium rozpoczęła się 27. edycja lekkoatletycznych mistrzostw Europy. Już w pierwszej sesji zawodów na starcie pojawiło się spore grono biało-czerwonych. Jedynym z trójki Polaków, który w poniedziałkowe przedpołudnie awansował do półfinałowej rywalizacji na 800 metrów, był Filip Ostrowski. Na mecie był trzeci z czasem 1:45.35.
– Starałem się kontrolować ten bieg, nie dać się zamknąć – przyznał po starcie Ostrowski.
Niemiłą niespodziankę sprawił Maciej Wyderka, który wyraźnie osłabł z sił na finiszowej prostej i zajął w swej serii piąte miejsce, nie awansując do półfinału. Kwalifikacji nie wywalczył też złoty medalista niedawnych mistrzostw kraju Bartosz Kitliński.
– Byłem pierwszy nie wchodzący, a na listach byłem 16, czyli teoretycznie powinienem wejść. Zawiodła taktyka. Treningi szły dobrze, widać to było na mistrzostwach Polski. Chyba nie potrafię jeszcze biegać na takich turniejach. Czegoś brakuje pod tym kątem. Chciałem finiszować jak w Białymstoku. Zadecydowało to, co działo się na 250 metrów przed metą. Wtedy było jeszcze zgodnie z planem, ale chwilę później spadłem na dalsze miejsce. Próbowałem gonić na ostatniej prostej, ale nie zdążyłem – powiedział Bartosz Kitliński.
Długo trzymał w niepewności swoich kibiców Paweł Fajdek. W pierwszej serii kwalifikacji rzucił niespełna 75 metrów, potem posłał młot w siatkę i przed trzecią próbą był na granicy awansu. Wtem uzyskał wartościowe 77.35, gwarantujące start we wtorkowym finale.
– Wyniki z pierwszej grupy były niespodziewanie słabe. To sprawiło, że się zbyt mocno rozluźniłem. Stąd problemy. Oczekiwania były większe. Zacząłem niezbyt dobrze, ale w trzeciej kolejce udało się oddać poprawny rzut. Zero stresu. W finale będą zupełnie inne emocje. Tam jest walka o medale, trzeba się od pierwszej kolejki nastawić na dalekie rzuty. Czołówka jest wyrównana. Koło jest różne, momentami tępe, w innych miejscach śliskie. Dużo zależy od tego, jak kto się ustawia do rzutu – mówił Paweł Fajdek. Generalnym sponsorem reprezentacji Polski jest Orlen.
Mistrzostwa Europy nie obroni borykający się w ostatnich miesiącach z różnymi problemami Wojciech Nowicki.
– Naturalne, że chciałem tutaj rzucić daleko. Na szczęście nie ma już śladu po kontuzji, ale niestety nie mam czucia sprzętu. Walczę z techniką – powiedział podopieczny Joanny Fiodorow.
Do finału rzutu młotem nie awansowali także Dawid Piłat i Marcin Wrotyński. Na kwalifikacjach przygodę z mistrzostwami Europy zakończyli również kulomiotka Zuzanna Maślana oraz skoczek w dal Piotr Tarkowski.
W wieczornym finale pchnięcia kulą panów zobaczymy obu naszych reprezentantów. Ósmy w kwalifikacjach był Konrad Bukowiecki, jedenasty Szymon Mazur.
Nie miała problemów z awansem do wieczornego półfinału Krystsina Tsimanouskaya, która pokonała 100 metrów w 11.30. W półfinale rywalizacji 400-metrowców zameldował się z kolei Maksymilian Szwed.
– Nie czułem się pewnie na dziewiątym torze, za wolno zacząłem – przyznał Szwed, któremu niewiele zabrakło, aby być zwolnionym ze startu w I rundzie. Zgodnie z obowiązującymi od kilku lat na mistrzostwach Europy zasadami czołowa dwunastka tabel zaczyna bowiem rywalizację od półfinałów.
Z dwójki polskich płotkarek startujących w Birmingham zdecydowanie lepiej spisała się Izabela Smolińska. Finiszowała trzecia w biegu I rundy i z czasem 55.91 awansowała do półfinału. Sztuka ta nie udała się Annie Gryc.
W poniedziałkowy wieczór w Birmingham oprócz wspomnianego finału kulomiotów między innymi start Ewy Swobody, finał sztafety mieszanej z udziałem Polaków oraz kwalifikacje rzutu młotem, w których zobaczymy Anitę Włodarczyk.
Birmingham, Maciej Jałoszyński / foto: Tomasz Kasjaniuk, Radosław Jóźwiak