Menu
1 / 0
Aktualności /

Jarosław Skrzyszowski: najważniejszy jest medal, to on był tutaj celem. Rekord Polski? Pia to pobiegnie

Jarosław Skrzyszowski: najważniejszy jest medal, to on był tutaj celem. Rekord Polski? Pia to pobiegnie

Pia Skrzyszowska zdobyła we wtorek srebrny medal mistrzostw Europy, przegrała ze zwyciężczynią Nadine Visser zaledwie o tysięczną część sekundy. – Dla nas najważniejsze jest to, że ten medal jest. Nie liczy się wynik, a kto jest na mecie pierwszy, drugi i trzeci – mówi trener i tata polskiej płotkarki Jarosław Skrzyszowski.

We wtorkowy wieczór na Alexander Stadium w Birmingham Pia Skrzyszowska zdobyła swój trzeci w karierze indywidualny medal lekkoatletycznych mistrzostw Europy w biegu na 100 metrów przez płotki. Od kilku lat jej trenerem jest tata Jarosław. W młodości medalista mistrzostw Polski, później trener i działacz. Przez lata nie był związany ze środowiskiem lekkoatletycznym, pracował w biznesie. W rozmowie przeprowadzonej w Birmingham tuż przed dekoracją córki, mówi między innymi o tym, co czuł przy okazji finału oraz jak jego doświadczenie biznesowe wpływa na pracę trenerską.

Jaka była Pana pierwsza myśl, kiedy dziewczyny wbiegły na metę finałowego biegu na 100 metrów przez płotki?

Że Pia wygrała.

A jakie emocje towarzyszyły tym chwilom oczekiwania na oficjalne wyniki?

Najpierw powiedziałem pod nosem coś do siebie. To było raczej coś nie do powtarzania. Wyraziłem to, że się pomyliłem. Ta jedna tysięczna, to bardzo blisko. Trzeba było być jednak o te 11 milimetrów szybszym. Na tym to polega.

To już druga taka sytuacja w tym roku, kiedy Pia przegrywa Nadine o te tysięczne części sekundy. Podobnie było w Toruniu, ale wtedy ta różnica była jednak większa.

Wtedy było pięć tysięcznych. Pia zbliża się. Natomiast pamiętajmy, że były już zawody takie jak finał mistrzostw świata w Tokio, gdzie Nadine była za Pią. One są na podobnym poziomie i w zależności od sytuacji wygrywa jedna albo druga. Gdyby ten finał rozegrano powtórnie pół godziny później, nie wiadomo, jakby się skończył.

Tutaj już w półfinale Pia pokazała moc – 12.60, znakomity czas.

To był przyzwoity bieg. Warunki są tutaj trudne. Wskazania wiatromierza nie oddają tego chyba dokładnie.

Wspominał o tym Dominik Kopeć po wtorkowych biegach na 100 metrów.

Pia przyznała, że gdy stała w blokach bardzo mocno czuła te powiewy wiatru. Pewnie trzeba by zrobić pomiar w kilku miejscach jak na skoczni narciarskiej. Natomiast to nie jest istotne. My za dużo koncentrujemy się na wynikach, a tak naprawdę liczy się to, kto przybiega na metę pierwszy, drugi i trzeci.

O tym wspominała też po finale Pia – powiedziała, że mogło być złoto, ale najważniejszy jest medal.

Dla nas najważniejsze było, zdobycie tutaj medalu. Apetyt był na złoty. Nie będziemy jednak narzekać, bo przecież nie jest łatwo zdobyć jakikolwiek medal. Trzeba szanować to, co się ma i cieszyć się chwilą.

Wy przez jakiś czas trenowaliście z Nadine Visser. Czy jest jakaś cecha w Holenderce, którą trener przeniósłby do Pii?

Chyba nie. One są zupełnie innymi osobami. Myślę, że te dobre cechy Pii nie posłużyłyby Nadine i odwrotnie. Są specyficzne dla nich. Jedyną cechą motoryczną, w której Holenderka góruje nad Pią, jest siła. Ona na siłowni jest dużo lepsza. Myślę, że w kolejnych latach będziemy musieli ten element rozbudować. Natomiast musi to być działanie progresywne, a nie rewolucyjne

Pia jest młodą zawodniczką – ma 25 lat i trzy indywidualne medale mistrzostw Europy na koncie. Za dwa lata europejski czempionat odbędzie się w Polsce. To rozbudza dodatkowo wasze apetyty?

Medal w Polsce smakuje inaczej. Pia zdobyła medal halowych mistrzostw świata w Glasgow, dwa lata temu. Fantastyczna radość, ale medal zdobyty na takiej samej imprezie w Polsce smakuje zupełnie inaczej. Na trybunach są polscy kibice, rodzina. Mistrzostwa za dwa lata w Chorzowie z pewnością będą takimi zawodami, które na dłużej zostaną w pamięci.

Chorzów jest dla Pii szczęśliwy, ustanawiała tam przecież rekord Europy do lat 23.

Ten stadion jest świetny. Wiele zawodniczek i zawodników o tym mówi.

Przez pewien czas był pan z dala od lekkiej atletyki. Po okresie pracy jako trener by ten wieloletni epizod biznesowy. Czy takie doświadczenie pomaga dziś, kiedy ponownie zajmuje się pan szkoleniem?

Uważam, że tak. Praca w biznesie, dużych organizacjach międzynarodowych wymaga takiej umiejętności planowania wielu elementów, które muszą zadziałać, żeby wynik biznesowy był dodatni. Trzeba zaplanować co, kiedy, z kim i jakimi sposobami. Ja to przenoszę do sportu. Wydawałoby się to oczywiste, że w sporcie tak powinno być. Natomiast gdy patrzy się, jak to funkcjonuje, to widać często za dużo fantazji i delikatnego chaosu. Biznes powoduje, że buduje się pewną strukturę, pewną koncepcję. Kontroluje się etapy i szuka środków.

To jest trochę to, co mówi Pia – że wiecie, kiedy jest impreza i na kiedy formę przygotować. Ten deadline – mówiąc językiem korporacyjnym – jest znany.

Mniej więcej tak jest. Do daty zawodów dopasujemy plan jak do nich dojść. Jak się przygotować, z kim trenować, jak zbudować opiekę medyczną i psychologiczną. Gdzie warto zdobyć wiedzę. To dokładnie tak wygląda.

Gdzie jeszcze Pia w tym roku wystartuje?

W przyszłym tygodniu w Lozannie. Potem szybko przenosimy się do Chorzowa na Memoriał Kamili Skolimowskiej. Potem być może Zurych i na koniec we wrześniu World Athletics Ultimate Championships w Budapeszcie.

Ten Budapeszt jest jedyną globalną impreza lekkoatletyczna w tym sezonie letnim. Będziecie mieć tam apetyt na dobre bieganie, mimo końca sezonu? Tam na zawodników czekają też rekordowe premie finansowe.

Myślę, że gdyby ich nie było, motywacja byłaby taka sama. To są supermistrzostwa. Nie ma limitów na kraj. Tam po prostu będzie 16 najlepszych zawodniczek na świecie. To będą takie zawody, gdzie nie będzie łatwo wbić się do finału.

Pia długo nie mogła poprawić rekordu Polski w hali, ale w końcu się z nim uporała. Grażyna Rabsztyn chyba gdzieś tam kibicuje Pii, żeby to jej 12.36 z tabel wymazać.

Myślę, że Grażyna Rabsztyn tak naprawdę nie czeka na to. Kurtuazyjnie pewnie tak mówi. Ona bardzo kibicuje Pii. Sądzę, że każdy chciałby jednak ten swój rekord utrzymać jak najdłużej. Pia jest przygotowana teraz na rekord Polski. Musi być moment, dzień, warunki. Ona to pobiegnie.

Birmingham, Maciej Jałoszyński / foto: Tomasz Kasjaniuk

Powrót do listy

Więcej