Multimedalista halowych mistrzostw Europy i świata w biegach na 800 i 1500 metrów z dużą uwagą będzie obserwował starty biało-czerwonych podczas startującego w piątek w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń globalnego czempionatu. – Nasi zawodnicy są naprawdę w świetnej formie, możemy liczyć na udane zawody dla Polaków – zapowiada Marcin Lewandowski.
Przez lata Marcin Lewandowski do spółki z Adamem Kszczotem stanowił o sile polskich biegów średnich. Urodzony w 1987 roku Lewandowski w startach halowych zdobył sześć medali – był wicemistrzem świata na 1500 metrów oraz zdobył trzy złota i dwa srebra europejskiego czempionatu pod dachem na 800 i 1500 metrów. Teraz liczy na kolejne polskie sukcesy w biegach.
Rozmawiamy w przededniu halowych mistrzostw świata rozgrywanych w Toruniu. Wracają wspomnienia z 2021 roku i walki w tej hali na mistrzostwach Europy?
Pewnie, że tak. Nawet dziś wspominałem w rozmowie z organizującym te wydarzenia Krzysztofem Wolsztyńskim, że nie mam złych wspomnień z tego finału na 1500 metrów tutaj. Tam była świetna walka z Jakobem Ingebrigtsenem.
W tym roku na 1500 metrów reprezentować nas będzie Kamil Herzyk.
To młody zawodnik. Myślę, że przed nim naprawdę dobra kariera. Natomiast jeśli miałbym szukać szans medalowych, to widzę je przede wszystkim u panów biegających na 800 metrów.
Na tym dystansie mamy dwóch zawodników i obaj prezentowali się w tym roku znakomicie.
Filip Ostrowski i Maciek Wyderka są naprawdę świetnie przygotowani do tego sezonu. Maciek poprawił rekord Polski Adama Kszczota, a ten bieg z Ostrawy nie był wyjątkiem. On w każdym starcie pokazuje się ze świetnej strony. Może powalczyć w Toruniu o wielkie rzeczy.
Zeszły sezon halowy należał wśród pań do Anny Wielgosz, halowej mistrzyni Europy w biegu na 800 metrów. W tym roku imponuje Brytyjka Keely Hodgkinson, której niedawny rekord świata wydaje się kosmicznym czasem.
Kosmos! Myślę jednak, że do tego trzeba się przyzwyczaić. Tak to teraz wygląda. Ostatnie pięć lat to jest olbrzymia rewolucja w lekkoatletyce. To widać w zasadzie na każdym dystansie. Są pojedyncze konkurencje, w których utrzymały się takie starsze rekordy świata. To staje się normalnością. Czasy, które jeszcze chwilę temu dawały medale, dziś mogą znaczyć dużo mniej. Kiedy ja biegałem 1:45, to był jeden z najlepszych wyników na świecie, obecnie nie daje on w zasadzie nic. Trzeba przestawić się na nowe realia. Natomiast Ania w tym roku prawie poprawiła rekord Polski na 800 metrów. Najpierw ciężki bieg w Liévin, potem podróż i start w Toruniu gdzie osiągnęła podczas Copernicus Cup 1:59.47. Widać, że jest w świetnej predyspozycji. Bardzo mnie to cieszy. Ona udowadnia ludziom to, co i ja robiłem, że wiek to tylko cyferki.
A jak oceniasz szanse Klaudii Kazimierskiej? Cześć fachowców widzi w niej takiego czarnego konia naszej reprezentacji?
Nie wertowałem list, ale bardzo dobrze znam tę zawodniczkę. Ona wychowuje się i trenuje w Stanach Zjednoczonych. Tam jest zupełnie inna mentalność. Przyjechała tutaj i po prostu chce wygrać, być najlepsza. To jest bardzo fajne sportowe podejście, mocno amerykańskie. Natomiast to nie tylko myślenie. Ona już swoją formą pokazała, że jest naprawdę dobrze przygotowana. Będę bacznie obserwował jej start i kibicował. Nie zapominajmy o tym, że biegamy u siebie, w Polsce. To dodaje bardzo skrzydeł.
Sam doświadczyłeś tego dwukrotnie.
Dokładnie. Biegałem na halowych mistrzostwach świata w Sopocie w 2014 roku i tutaj w Toruniu w 2021 na mistrzostwach Europy. Wiem, co daje własna publiczność. To będzie dodatkowe wsparcie dla naszych zawodników, którzy i tak są w wysokiej formie.
Twoim zdaniem atut własnej hali może zatem dać nam rekordowy dorobek medalowy? Mamy naprawdę sporo szans.
Nie jestem statystykiem, więc ciężko mi się wypowiadać. Przede wszystkim patrzę na to okiem profesjonalisty, byłego biegacza. Oczywiście – jesteśmy w domu, a nasi zawodnicy w wielu konkurencjach prezentowali w tym roku świetną formę. Myślę, że może być naprawdę fajnie. Nie wiem, jaki mamy historycznie najlepszy wynik, jeśli chodzi o medale na halowych mistrzostwach świata…
Pięć medali, w 1999 i 2018 roku.
Myślę zatem, że można to osiągnięcie wyrównać.
Toruń, Maciej Jałoszyński / foto: Tomasz Kasjaniuk