Pokonując poprzeczkę zawieszoną na poziomie 1.93, Maria Żodzik wywalczyła piąte miejsce w finale skoku wzwyż, podczas rozpoczynających się w piątkowe przedpołudnie lekkoatletycznych halowych mistrzostw świata w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń. – Wszystko zaczęło się dobrze, ale przy skokach na 1.96 wróciły do mnie problemy z rozbiegiem – powiedziała po starcie Maria Żodzik.
Niemal dokładnie trzy lata po decyzji World Athletics powierzającej Polsce organizację mistrzostw świata w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń rozpoczęła się dwudziesta pierwsza edycja globalnego czempionatu w hali. Kibice biało-czerwonych już w pierwszej sesji zawodów mogli oglądać polski finał. Harmonogram mistrzostw przewidywał bowiem rozegranie w tej porze walki o medale w skoku wzwyż kobiet. Na starcie pojawiła się Maria Żodzik. Wicemistrzyni świata z Tokio zaczęła zawody od pokonania w pierwszych próbach wysokości 1.85, 1.89 oraz 1.93. Niestety kłopoty zaczęły się na poziomie 1.96 – trzy nieudane skoki sprawiły, że nasza zawodniczka zakończyła zmagania na piątym miejscu.
– Wszystko zaczęło się dobrze, ale to był zły występ. Na 1.93 było wszystko ok, ale przy próbach na 1.96 pogubiłam się. Wróciły problemy z rozbiegiem, z którymi borykałam się na początku sezonu – podsumowała występ w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń Żodzik.
Bez problemu do wieczornego półfinału awansowała Natalia Bukowiecka. Rekordzistka kraju wygrała swój bieg z czasem 51.60, kontrolując rywalizację od startu.
– Starałam się zejść pierwsza i to się udało. Nogi po tym biegu mają się dobrze. Super się tutaj startuje, bardzo czuć wsparcie z trybun – powiedziała po swoim przedpołudniowym piątkowym starcie Natalia Bukowiecka.
Na pierwszej rundzie rywalizację indywidualną w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń zakończyła Justyna Święty-Ersetic, trzecia w swym biegu z wynikiem 52.15. W uzyskaniu lepszego wyniku Polsce przeszkodziła między innymi kolizja z jedną z rywalek. Nasza zawodniczka zeszła z bieżni z raną, ale i optymistycznym poglądem na kolejne dni zawodów.
– Jestem realistką i powiem, że medal sztafety jest wielce prawdopodobny – powiedziała Święty-Ersetic.
Obaj nasi sprinterzy wywalczyli w piątkowe przedpołudnie awans do wieczornych półfinałów. Dominik Kopeć pobiegł 6.62 i musiał czekać na wyniki innych zawodników, a Oliwer Wdowik z czasem 6.60 zapewnił sobie bezpośrednią kwalifikację.
– Musiałem zrobić krótszą rozgrzewkę niż zwykle. Byłem trochę pospinany, ale to 6.60 brałbym w ciemno. Wieczorem będzie szybciej, jestem o to spokojny – przyznał Wdowik. Generalnym sponsorem reprezentacji Polski jest Orlen.
W komplecie do półfinałów biegu mężczyzn na 800 metrów awansowali reprezentanci Polski. Najpierw Filip Ostrowski uzyskał 1:46.61, a kilka chwil później Maciej Wyderka pobiegł 1:46.15.
– Przyjechałem tutaj z dużymi aspiracjami. Kenijczyk dziś mnie mocno blokował, liczę że jutro obędzie się bez takich sytuacji – powiedział rekordzista Polski.
Do ostatnich centymetrów rywalizacji na 800 metrów walkę o bezpośredni awans do półfinału toczyła Anna Wielgosz. Polka na dystansie nie uniknęła przepychanki, a na ostatnie okrążenie wbiegała jako trzecia. Na finiszu niesiona dopingiem kibiców wywalczyła drugą lokatę, z czasem 2:00.13.
– Startowanie przed własną publicznością jest przewagą, ale też presją. Ja do końca tego biegu wierzyłam, że mogę wywalczyć bezpośredni awans. Podczas sobotniego półfinału nie będzie mniej nerwów – przyznała Wielgosz. Druga z Polek – Julia Jaguścik – z czasem 2:05.40 nie awansowała do kolejnej rundy.
W piątkowy wieczór – oprócz wspomnianych półfinałowych 60 i 400 metrów – rozegrane zostaną między innymi biegi pierwszej rundy na 1500 metrów. Na starcie Klaudia Kazimierska i Kamil Herzyk.
Toruń, Maciej Jałoszyński / foto: Tomasz Kasjaniuk